Mikołajkowy prezent PilotSonde Blue 06.12.2019

Piątek 06.12.2019r czyli w “Mikołajki”  po południu zniecaka wystartowały dwie “pilotki” koloru niebieskiego oraz zielonego z Glinnika. Pierwsza poleciała i po jakimś czasie przestała nadawać – nie wytrzymały baterie albo załatwiła ją wilgoć. Po chwili wystartowała kolejna – niebieska. Leciała i leciała aż doleciała do Bądkowa – okolice Grójca. Jako iż było to po południu i dość wczas robi się ciemno, odpuściłem pościg. Następnego dnia rano nie mogłem sobie znaleźć miejsca, ciągle o niej myślałem – jechać czy nie jechać ? Może kolega by podjechał bo ma bliżej – niestety jemu też nie pasowało.  Próbowałem też namówić tatę na wyjazd – ale też jakoś mu się nie widziało. Zacząłem nad nim “pracować” , na początku bez skutku i przekonania, ale później małymi kroczkami dał się przekonać – wszak sondoza to sondoza hi hi.   Tak się nagle złożyło, że musiałem wyjechać 30km za miasto a to już była prawie połowa drogi 😉  Jeszcze tylko 40 i będziemy na miejscu.

 

 

Załatwiliśmy sprawę i w drogę, po godzinie byliśmy na miejscu. Bądków to miejscowość sadownicza, jej tereny pokrywają same sady owocowe.  4 miesiące wcześniej kilka sadów obok zbieraliśmy nasz pierwszy zestaw z OZONEM [Nasz pierwszy ozon ]. Mijamy miejsce zbiórki ozonku – patrz tam spadł i leżał pod tym stosem ściętych gałązek z sadu – mówi mój tata 🙂 Pamiętam, pamiętam odrzekłem z uśmiechem 🙂

Przejeżdżamy 500m dalej mocno polną drogą ( tu by się prędzej przydał jakiś jeep niż osobówka ) . Mijamy kolejne sady, jeden grodzony, drugi nie i tak non stop. Patrzymy po sobie i myślimy czy oby nie wpadła do grodzonego sadu ? Niby o tej porze sady są otwarte ale jednak nie wszystkie, minęliśmy kila zamkniętych na cztery spusty. Jesteśmy na miejscu – tak twierdzi nawigacja. Sad grodzony – miny bezcenne 🙂   Sonda według predykcji ze 132m miała skończyć właśnie w tym sadzie. Obeszliśmy kawałek ogrodzenia i znaleźliśmy bramę do sadu. Nie wiele myśląc i wiedząc że na końcu sadu jest dom gospodarza, wskakujemy do auta i jedziemy drogą do końca aż pod sam dom. Nie lubimy wchodzić komuś na jego posesję czy pole bez pozwolenia – więc po takie udaliśmy się właśnie do sadownika. Podjechaliśmy pod samo gospodarstwo, i nagle zbiegły się trzy psy, maluszek – jak to zawsze bywa najgłośniejszy bo miał kumpli 😉 średni – najspokojniejszy, oraz największy z największymi zębami hihi i średnio agresywny. Czekamy chwilę bo strach wyjść – może ktoś z domu do nas wyjdzie, trąbić nie będę bo nie wypada. Po chwili zza stodoły wyszedł do nas gospodarz. Grzecznie się przedstawiamy, przepraszamy że nie wysiądziemy z auta ze względu na agresywne psy. Wytłumaczyliśmy po co przybywamy, czego szukamy , opowiadamy po co to lata a dlaczego i skąd.  Otrzymaliśmy zgodę od właściciela na poszukiwania w sadzie. Z racji że sad duży , to zezwolił nam nawet na jazdę autem po sadzie 🙂 SUPER !!!! Wystarczy jak widać dobre podejście do tematu, miła rozmowa i zawsze można jakoś poszukiwania prowadzić z czystym sumieniem. Bo trafiają się niestety takie osoby w tym dziwnym hobby gdzie mają gdzieś zgodę właściciela terenu i wchodzą lub jeszcze lepiej wjeżdżają autami na pole czy teren prywatny.

Wracamy do połowy sadu, skręcamy między alejkę drzew w drogę prowadzącą przez sad. Udajemy się na poszukiwania.  Niestety sondy tu nie ma.  Jesteśmy w miejscu dolnej kropeczki. Tu przebiega granica między sadami i płot. Sądząc po kierunku z którego sonda nadlatywała mogła o kawałek ten sad jednak przeskoczyć i spaść obok w niegrodzonym sadzie.

Wyjeżdżamy autem z posesji i sadu miłego Pana sadownika, udajemy się do sąsiedniego “owocnika”.
Zostawiamy auto na dróżce w sadzie, na boku tak aby nikomu nie przeszkadzało. Udajemy się w pobliże miejsca teoretycznego upadku na granice sadów. Oczywiście z wejściem również nie było problemów jak w sadzie obok.
Zastajemy taki widok.

Tam na końcu widać nasze auto.

Na ziemi pilotki nie widać, na drzewach nie widać, no po prostu albo jej nie ma albo ktoś na uprzedził.Dość ciężko się chodzi pod takimi niskimi drzewkami, zwłaszcza po operacji kolana i z kulami kiedy te zapadają się do połowy w miękkim piasku. Idziemy na drugi punkt z niższej ramki. Też nie ma. No trudno – wdrażamy “plan B”. Plan B zakładał penetrację drzewka po drzewku, rządka po rządku i na koniec sadu po sadzie. W pewnym momencie …………Tata mówi zobacz tam po drugiej stronie drogi pod drzewem, to nie pilotka ? Hmmmm, pomyślałem chyba nie, ale możesz sprawdzić. Po 45 minutach na mroźnym polu z hulającym wiatrem między drzewkami owocowymi nie ma innego wyjścia 😉 Na dodatek jeszcze od czasu do czasu coś mżyło z nieba. 

BINGO !!! To była ona !

Leży, czeka 50m dalej niż powinna , znaczy że jednak podmuch przy ziemi musiał być dość spory ponieważ ostatnią ramkę mieliśmy prawie z gleby a sonda przeleciała jeszcze te kilkadziesiąt metrów. Radość i okrzyk zapożyczony od kolegów łowców z SP6 MAMY ! MAMY ! MAMY ! hihi warto było się pofatygować po kolejną sondę.

 

 

 

Sonda i tak by nie nadawała po przyjeździe w ten sam dzień, tradycyjnie jak to w 90% przypadków po przyziemieniu w sondzie wysunęła się z koszyczka bateria.

 

 

 

Cykamy na szybko fotki, kręcę króciutki film ( przepraszam że chwilowo widać w drugą stronę ale niechcący obróciłem telefon) i uciekamy bo zimno i mży.

 

 

Kolejna fajna i ciekawa akcja, tym ciekawsza że sonda mała i nie nadaje co podnosi adrenalinę przy poszukiwaniach 🙂

Galeria poniżej, pozdrawiam serdecznie Artur.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »